Media a polityka i społeczeństwo w perspektywie Kalejdoskopu – audycji Aleksandra Bregmana w Radiu Wolna Europa

Celem ogólnym artykułu było dopełnienie i zamknięcie badań prowadzonych przez autora nad problematyką audycji A. Bregmana, emitowanych w latach 60. XX w. w Radiu Wolna Europa. W praktyce chodziło o analizę zawartości poszczególnych programów pod kątem konkretnych środków masowego przekazu, a jednocześnie usystematyzowanie tematyki, jaka – z perspektywy polskiego uchodźstwa – powinna, czy mogłaby interesować rodaków w kraju. Niemal automatycznie badanie pokazuje osobowość dziennikarską, niezależność i warsztat samego Bregmana – postaci w pewnych kręgach kontrowersyjnej, aczkolwiek z pewnością nietuzinkowej i chyba nadal niedocenionej zarówno przez medioznawców jak i politologów.

„Radio działa na większość ludzi w sposób intymny,
osobisty, nawiązując nić porozumienia między
autorem i lektorem tekstu, a słuchaczem.
Osobiste, prywatne przeżycie – oto najoczywistsza cecha radia.
Jest to podstawowa cecha tego przekaźnika, który potrafi
i psychikę jednostki i całe społeczeństwo zmienić w jeden wielki rezonator”.

Herbert Marshall McLuhan

 

Prolegomena

Aleksander Bregman (1906-1966) – wybitny dziennikarz i redaktor, ceniony korespondent, publicysta, eminentny działacz polityczny, autor wielu książek historycznych, przewodniczący m.in. Związku Polskich Federalistów i Związku Dziennikarzy RP, w latach 1960-66 prowadził w Radiu Wolna Europa cykliczną audycję pt. Kalejdoskop (Klimaszewski i wsp. 1992; Habielski, 1999; Trudzik 2003).

Niniejszy artykuł ma na celu egzemplifikację dwóch aspektów, programów przygotowywanych i prowadzonych przez A. Bregmana, a mianowicie obiektywnych relacji między światem mediów a polityką w latach 60. XX w. oraz stanowi dopełnienie szerszych badań i cyklu teksów poświęconych audycjom Bregmana w RWE (Trudzik 2010; w druku).

Na wstępie wypada w kilku słowach zaprezentować rozpiętość tematyki prezentowanej przez Bregmana w swoich audycjach. Jak powszechnie wiadomo, na politykę Wielkiej Brytanii, zwłaszcza w latach 60., przemożny wpływ miały związki zawodowe, dlatego w wielu programach omawiana była sytuacja w łonie związków oraz Labour Party. Z równą częstotliwością przybliżane były procesy integracji zachodniej części starego kontynentu, aczkolwiek postrzegane one były z dwóch punktów widzenia: brytyjskiego i kontynentalnego. Słuchacze otrzymywali również pełen serwis wiadomości, odnośnie najważniejszych wydarzeń w Anglii, a także kierunków polityki wewnętrznej i zagranicznej prowadzonej „przez Downing Street”. Szeroko komentowane były wydarzenia o znaczeniu międzynarodowym, czy nawet światowym (spotkania na szczycie, eksploracja kosmosu, kwestia wyścigu zbrojeń, kryzys kubański, problemy polityczno-militarne w Azji i Afryce, funkcjonowanie ONZ, budowa kanału La Manche, etc.), ale również życie codzienne na wyspach (strajki pracowników londyńskiego metra, wycieczki za granicę, wyprzedaże przedświąteczne w sklepach, zwalczanie skutków smogu, itp.).

Na początku lat 60. na Zachodzie wyraźnie dostrzegalne były zalążki procesów, które określić można, jako komplementarność różnych środków masowego przekazu. Jednocześnie, systematycznie i wyraźnie ograniczane byłe interferencje znaczenia słowa drukowanego, na rzecz mówionego, a później mediów audiowizualnych. Oczywiście w poważnych analizach i komentarzach politycznych nadal dominowały informacje czerpane z prasy, ale przeciętni odbiorcy coraz częściej korzystali z nowych wówczas mediów: radia i telewizji. Z tych powodów rozprawa ta została podzielona na trzy zasadnicze części: czasopiśmienniczą, radiową, telewizyjną oraz czwartą, obejmującą zagadnienie opinii publicznej sensu largo (informacje o bliżej niesprecyzowanych źródłach pochodzenia i poglądy społeczeństwa brytyjskiego na konkretne sprawy).

  1. Prasa drukowana

Jeden z pierwszych programów, w którym ustalane były przez Bregmana związki pomiędzy mediami a polityką, pojawił się na antenie Radia Wolna Europa 22 października 1960 r. Uwaga brytyjskiej prasy była wtedy skupiona na „nagłej śmierci” dwóch wielkich londyńskich dzienników: porannego News Chronicle, który istniał na rynku 114 lat, a którego pierwszym redaktorem był sam Karol Dickens oraz wieczornego Star. Likwidacja tych gazet oznaczała sukcesywną koncentrację prasy w rękach kilku potężnych koncernów, lecz nosiła także piętno polityczne, albowiem te tradycyjnie liberalne tytuły, przejść musiały w orbitę emanacji konserwatywnego Daily Mail lub Evening News. Oficjalnie gazety upadły z powodu nierentowności. Bregman przypominał, że w angielskich warunkach News Chronicle była uznana za deficytową, gdyż osiągała jedynie… 1.200 tys. egzemplarzy nakładu. Specyfiką rynku prasowego Wielkiej Brytanii w latach 60. był fakt, że pismo nie miało szans egzystować z takim nakładem, który praktycznie w każdym innym kraju, byłby „szczytem marzeń redaktora i wydawcy” – pointował Bregman (1960, 22 października, s. 1-2).

W tym samym czasie brytyjskie media informowały o przygotowaniach do „sensacyjnego procesu literackiego” przeciwko wydawnictwu, które opublikowało powieść Dawida Herberta Lawrence’a, napisaną trzydzieści lat wcześniej i przetłumaczoną na wiele języków (m.in. na polski), pt. Kochanek Lady Chatterley, która w Anglii była zakazana, jako „rzekoma pornografia”.

W pierwszych dniach 1961 r. dziennikarze i publicyści nie mogli narzekać na brak interesujących i ważnych tematów, dlatego też czytelnicy, „co otwierali gazetę, (…) to czytali o nowym kryzysie, nowym napięciu. Jeszcze się nie uspokoiło w Laosie, jeszcze gorąco było w Belgii, a już przyszło zerwanie przez Stany Zjednoczone stosunków z Kubą” – podkreślał A. Bregman.

Na początku lat 60. brytyjska prasa stawała się sensu stricto „czwartą władzą”. Dzięki ujawnieniu skandali, fałszów i nadużyć, podczas wyborów do jednego z największych związków zawodowych (elektryków), komuniści utracili w nim swoje wpływy i władzę, a następnie obwiniali za swoją porażkę właśnie środowisko dziennikarskie. Komentarz, jaki do całej sprawy pojawił się w Kalejdoskopie brzmiał następująco: „prasa rzeczywiście wiele uczyniła, aby zdemaskować te oszustwa, a jednocześnie stale apelowała do robotników, aby wyzbyli się apatii i byli czujniejsi wobec niebezpieczeństwa. Tym razem apele odniosły pewien skutek, ale problem daleki jest od rozwiązania” (Bregman, 1961, 18 listopada, s. 1-2).

Audycje Bregmana potwierdzały również widoczną podówczas transformację czy transfigurację prasy. Na rynku brytyjskim pojawiało się coraz więcej tytułów, w których poważna zawartość merytoryczna i tematyczna tekstów, ustępowała miejsca reklamom, sensacyjnym doniesieniom, aferom, plotkom z życia sławnych ludzi, itd. Podkreślić jednak należy, iż redakcje czasopism wychodziły równocześnie naprzeciw oczekiwaniom czytelników, uwypuklając np., że mieszkańcy wysp już w zimie skrupulatnie planowali swoje letnie wakacje, dlatego też w tym czasie, „jak co roku gazety (…) zawierały całe strony ogłoszeń biur podróży zachwalających wakacje” w najodleglejszych częściach świata (Bregman, 1962, 5 stycznia, s. 1; 1963, 15 lipca, s. 1).

Prasa brytyjska nie pomijała oczywiście tematów, które ewokowały lub ukazywały wydarzenia skrajnie drastyczne, okrutne, czy po prostu makabryczne, a których w dziejach XX w., nie brakowało. Zamieszczanie w prasie sprawozdań z procesu o zniesławienie, jaki wytoczył polski lekarz Dering, autorowi i wydawcy książki, w której bezpodstawnie inkryminowano go o przeprowadzanie „eksperymentalnych operacji w Oświęcimiu”, przypomniało Brytyjczykom o „największej zbrodni w dziejach ludzkości”. W międzyczasie informowano – choć wiadomości te nie zostały potwierdzone – o brutalnym i bestialskim potraktowaniu dwóch zabitych żołnierzy angielskich, którym Jemeńczycy rzekomo „odcięli głowy”, a następnie „paradowali z nimi po ulicach stolicy republikańskiej Taiz”. Problematyka bliskowschodnia, już nieco w innym kontekście elektryzowała opinię brytyjską, ponieważ „jedno z czołowych pism (angielskich – przyp. A. T.) wystąpiło z rewelacjami o uzyskaniu przez Egipt broni atomowej” (Bregman, 1964, 9 maja, s. 1).

Sporo uwagi w latach 60. poświęcano ponadto tematyce obyczajowej, często będącej rodzajem „pomostu”, między poważnym z założenia światem polityki, a informacjami z pogranicza sensacji, skandalu i rewelacji bulwarowych. W latach 60. XX w. przeszło osiem milionów Brytyjczyków było zrzeszonych w związkach zawodowych. Kiedy jednak we wrześniu 1963 r. odbywał się doroczny zjazd związkowców, który odsunął na dalszy plan m.in. sławetny pościg za złodziejami, którzy okradli pociąg pocztowy, prasa z wielkim zaangażowaniem relacjonowała aferę obyczajową, związaną z osobą Krystyny Keeler, „kobiety lekkich obyczajów, która o mało nie doprowadziła do upadku rządu”, a którą następnie aresztowano i wespół z jej gospodynią, oskarżono o utrudnianie śledztwa i krzywoprzysięstwo. Przebieg postępowania przygotowawczego oraz dalsze losy podejrzanej były skrupulatnie i skwapliwie opisywane w gazetach (Bregman, 1963, 7 września, s. 2).

Temat napadu na pociąg, w trakcie którego skradziono przeszło 2,5 mln funtów, powrócił jednak na czołówki czasopism w marcu roku następnego, głównie ze względu na zakończenie procesu, który trwał siedem tygodni. Opinię publiczną interesował przede wszystkim tryb pracy ławy przysięgłych, która została na trzy doby „odcięta od świata”, a poza tym jej zadanie było nader trudne, gdyż „żaden z oskarżonych nie został zidentyfikowany przez załogę obrabowanego pociągu” (Bregman, 1964, 28 marca, s. 2).

Bregman przygotowując swoje audycje, szczególnie dużo uwagi poświęcał ich treści, ale ich zawartość była niemal zawsze podporządkowana ogólnej koncepcji, która sprowadzała się do tego, aby rozpoczynając program, zaciekawić czymś intrygującym słuchacza. W sierpniu 1962 r. czytając prasę, jego wzrok skupił się nie na konkretnym artykule, lecz na… karykaturze. Przedstawiała ona robotnika z NRD, który pod murem berlińskim mówił do swojej żony, iż ludzie zaczynają już eksplorować kosmos, więc być może w niedługim czasie nauka będzie w stanie udzielić odpowiedzi na pytanie: „w jaki sposób dostać się do Berlina Zachodniego” (Bregman, 1962, 18 sierpnia, s. 2).

Marzec 1963 roku został w prasie całkowicie zdominowany przez problematykę wolności słowa. Przyczyną publicznej dysputy była precedensowa sprawa skazania dwóch dziennikarzy na karę więzienia, za „odmowę ujawnienia przed specjalnym trybunałem, badającym słynną aferę szpiegowską Vassalla, źródeł podanych przez nich informacji”. Dziennikarze, mimo apelacji „we wszystkich instancjach odwoławczych”, zostali pozbawieni wolności, a to z kolei zapoczątkowało ogólnospołeczną debatę. „Całe środowisko dziennikarskie i 3/4 społeczeństwa” opowiedziało się po stronie oskarżonych, rozumiejąc, iż ujawnienie źródeł informacji, spowodowałoby ich natychmiastowe „wyschnięcie” i spowodowałoby, że „prasa byłaby zależna od źródeł oficjalnych”. Argumentacja sądu najwyższego, wedle której „obowiązkiem dziennikarza jest, to co jest obowiązkiem każdego obywatela”, a mianowicie stawianie racji stanu, nad wszystkim innym, praktycznie nikogo nie przekonywała, gdyż w tego typu dylematach, głos decydujący powinno mieć sumienie dziennikarza. Społeczeństwo, zrzeszenia dziennikarzy i wielu posłów, podjęło kroki zmierzające do wpłynięcia na ministra spraw wewnętrznych, aby „skorzystał z prawa darowania kary”, a jednocześnie zaczęto się publicznie domagać rewizji istniejącego stanu prawnego, w taki sposób, ażeby „tajemnica dziennikarska została zabezpieczona”. Bregman suponował, iż znając mentalność Brytyjczyków, a zwłaszcza ich stosunek do swobód i wolności, cała sprawa zakończy się zwycięstwem wolnych mediów, nad naciskami politycznymi (Bregman, 1963, 9 marca, s. 1).

Zagadnienie wolności prasy i słowa jest jednak kongruentne z dużą odpowiedzialnością i przestrzeganiem zasad etyki dziennikarskiej. W lipcu 1963 r. gazety i czasopisma bacznie śledziły sprawę zaginięcia dziennikarza o nazwisku Philby, który był zamieszany w aferę szpiegowską i prawdopodobnie to on ostrzegł dwóch dyplomatów (Burgess’a i Maclean’a), którzy przekazywali obcym wywiadom tajne informacje, o tym iż policja i prokuratura były na ich tropie. Środowisko dziennikarskie i opinia publiczna wyrażali oburzenie, że brytyjskie MSZ „zlekceważyło” całą sprawę, a następnie „zleciło dwóm poważnym tygodnikom, aby zaangażowały go na korespondenta w Bejrucie”. Padały podejrzenia, iż dziennikarz ten pozostawał na usługach wywiadu, a jak zaznaczał Bregman (1963, 13 lipca, s. 2): „prasa angielska, to nie prasa komunistyczna – nie godzi się na to, by zawód dziennikarski był przykrywką dla szpiegostwa”. Warto dodać, iż zaginiony dziennikarz odnalazł się miesiąc później na terenie ZSRR (Bregman, 1963, 3 sierpnia, s. 1).

Każdego roku, po świętach Wielkanocnych, prasa „na Fleet Street” żyła przede wszystkim podsumowywaniem bilansu wypadków samochodowych, lecz rok 1963 stanowił wyjątek, gdyż na pierwszych stronach gazet pojawiły się artykuły dotyczące ulotki przygotowanej przez „anonimową grupę (…) «szpiegów na rzecz pokoju»” i rozpowszechnianej w trakcie corocznego marszu z Aldermaston do Londynu, organizowanego przez przeciwników prowadzenia badań w dziedzinie broni atomowej. Ogół społeczeństwa zasadniczo tolerował tę demonstrację, chociaż mało kto wyrażał dlań pełną aprobatę. Poruszenie opinii publicznej wywołał jednak fakt, iż w tej ulotce wyjawione zostały tajne informacje dotyczące kwestii obronności Anglii, a szczególnie podanie translokacji schronów atomowych, z których władze w razie potrzeby prowadziłyby akcję ratunkową (Bregman, 1963, 20 kwietnia, s. 1). W roku następnym sytuacja kształtowała się zgoła odmiennie, ponieważ zanotowano mniejszą ilość wypadków drogowych, zaś protesty młodzieży w kwestii proliferacji zmieniły swoje oblicze i zasięg, albowiem marsz „odbył się tylko (…) w Londynie (…) i wedle powszechnej opinii nastąpił zmierzch tego ruchu, który przez parę lat pasjonował spory odłam młodszego pokolenia brytyjskiego” (Bregman, 1964, 4 kwietnia, s. 1).

Natomiast okres wakacyjno-urlopowy, rzadko obfitował w wydarzenia, o których mogłaby pisać prasa. Zupełnie inaczej było w sierpniu 1963 r., gdyż „redaktorzy raczej musieli zastanawiać się, którą sensację wybić (sic!) na czołowym miejscu!”. Wtedy bowiem zakończyła się nader ważna sesja parlamentu, zamknięty został proces doktora Warda, pierwszy raz w historii lordowie mogli wyrzec się dziedzicznego tytułu i dzięki temu, mieli prawo zasiadać w Izbie Gmin, podjęto decyzję o budowie potężnego lotniskowca, a w kwestiach międzynarodowych, Malta uzyskała pełną niepodległość (Bregman, 1963, 3 sierpnia, s. 1). Podobna sytuacja miała miejsce dwa lata później, kiedy pod koniec lipca 1965 r. Bregman (1965, 31 lipca, s. 1) mówił: „od dawna nie było takiego rozgorączkowania i podniecenia” (wybory nowego lidera konserwatystów, decyzje rządu o deflacji funta, eskalacja konfliktu w Wietnamie, etc.).

Początek 1965 r. obfitował zarówno w istotne wydarzenia międzynarodowe, wewnętrzne, jak i sensacyjne i obyczajowe skandale, a „nagłówki gazet codziennie dotyczyły innego tematu (…) od groźby wystąpienia ze służby zdrowia ogółu lekarzy rodzinnych, do pościgu policji” za wielokrotnym gwałcicielem i mordercą (Bregman, 1965, 20 lutego, s. 1). Natomiast w styczniu następnego roku prasa interesowała się nade wszystko skomplikowaną sytuacją w Rodezji i innych krajach na „czarnym lądzie”, czy stosunkiem do tych kwestii premiera Wilsona. W tym kontekście, „jeden z wybitnych publicystów brytyjskich ujął sprawę krótko: opinia nie pozwoli rządowi na użycie środków, które zapewniłyby sukces polityki, zmierzającej do obalenia Smitha, a własna partia nie pozwoli mu na odwrót od tej polityki” (Bregman, 1966, 8 stycznia, s. 2).

  1. Radio

Relatywnie najmniej miejsca w swoich audycjach radiowych, Bregman poświęcał kwestiom explicite związanym z tym medium. W zasadzie pierwsza i jedyna autoteliczna audycja dotycząca tego środka komunikacji, została wyemitowana 4 lutego 1961 r. i odnosiła się do orędzia prezydenta Kennedy’ego, które BBC transmitowało na żywo. Jedno z pism o proweniencji socjalistycznej określiło je mianem: „przemówienia dla dorosłych”, inny londyński dziennik zamieścił nagłówek Ameryko przebudź się. Recepcja słów Kennedy’ego, szczególnie w kontekście jego realizmu politycznego, była nader pozytywna, poza wyjątkiem Daily Worker’a, który krytycznie oceniał wypowiedź prezydenta. Jednak Bregman (1961, 4 lutego, s. 1) podkreślał, iż tego pisma „i tak nikt tu nie czytał”.

Kalejdoskop potwierdza również tezę o istnieniu już w latach 60. procesu konwergencji środków komunikacji masowej. Za pośrednictwem mikrofonu i fal radiowych Bregman mógł odpowiedzieć „na serię niewybrednych artykułów”, publikowanych w warszawskiej Polityce, których autorem był Kazimierz Koźniewski. W krajowym tygodniku bezzasadnym kalumniom poddawana była emigracja, a w sposób szczególny artykuły A. Bregmana, drukowane w londyńskim Dzienniku Polskim. Bregman „korzystając z gościnności Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa”, miał sposobność „odpowiedzieć na atak (…) Koźniewskiego i omówić jego wadliwe metody publicystyczne”. Koźniewski w jednym ze swoich artykułów, „nie wahając się całkowicie zniekształcić” wypowiedzi Bregmana w RWE, odnoszące się do oskarżeń pod jego adresem, wystosowanych przez Henryka Podolskiego, redaktora Polskiego Radia w Warszawie. Koźniewski rozpoczynał swój tekst od zacytowania rzekomo wypowiedzianych przez Bregmana słów, który miał powiedzieć, „że (…) emigracja rozmawia z Niemcami, ale problem granicy zachodniej jest w tych rozmowach tabu”. W rzeczywistości Bregman nie mówił niczego o dyskusjach uchodźców z Niemcami, podkreślając tym samym, iż nawet, jeśli takie wydarzenia miałyby miejsce, to nie powinny one nikogo dziwić, ponieważ spotkania „dziennikarzy emigracyjnych z dziennikarzami, czy politykami niemieckimi (…) to rzecz zupełnie normalna”. W dalszej części audycji Bregman odpierał zarzuty Koźniewskiego, odnoszące się do użycia przez niego terminu „tabu”. Po pierwsze Bregman eksplikował, że słowo to i jego sens, które warszawski dziennikarz „wkładał mu usta”, było niewłaściwie przez Koźniewskiego interpretowane, przypominając expressis verbis, iż w Dzienniku Polskim napisał w imieniu uchodźców – „opowiadamy się za ułożeniem dobrosąsiedzkich stosunków między narodem polskim a niemieckim, przy czym za podstawę tych stosunków uważamy obecną granicę polsko-niemiecką, której uznania stale się domagamy” (Bregman, Special program, s. 1-2).

Autor Kalejdoskopu zauważał, że deformowanie i zniekształcanie wypowiedzi radiowych oraz ich „jaskrawe fałszowanie” były rzeczą trudną, ponieważ „Radia Wolnej Europy słuchało zbyt wiele osób”, natomiast zupełnie inaczej przedstawiała się sprawa konfabulacji, czy przekłamywania tego, co działo się i pisało na emigracji, gdyż „panowie Koźniewscy, Podolscy i tym podobni liczyli na całkowitą bezkarność w przekonaniu, że czytelnik, czy słuchacz w kraju tego sprawdzić nie może”. Większość artykułów Koźniewskiego zmierzających do zdeprecjonowania emigracji, oparta była na 24-stronicowej broszurze wydanej w Londynie, na podstawie której insynuował on, iż eminentni polscy „działacze i dziennikarze emigracyjni byli przekupieni przez rewizjonistów niemieckich i dostarczali im argumentów potrzebnych ich propagandzie”. Prawdą natomiast było, że libella ta nie miała nic wspólnego z emigracją, poza tym, iż wydano ją w Londynie. Ponadto była ona anonimowa. Bregman był przekonany, że Koźniewski zdawał sobie doskonale sprawę z tego faktu i miał świadomość, że gdyby ujawniono jej autora (autorów), to groziłby mu „proces o zniesławienie. Ba, nie jeden, ale tuzin procesów”, ponieważ w Anglii i innych krajach demokratycznych, „nie wolno bezpodstawnie oskarżać kogoś o przekupność, o zdradę interesów narodowych i to za obce pieniądze” (Bregman, Special program, b. d., s. 2-3).

Wspomniana broszura zawierała wiele oszczerstw, za które groziły sankcje karne, a fundamentalna jej teza, przywołana i skomentowana przez Koźniewskiego, która brzmiała: „wespół z ambasadą londyńską RFN-u, oraz przysłanymi specjalnie z Bonn agentami organizacji rewizjonistycznych… periodyk w języku polskim, przeznaczony dla emigracji, który by za pieniądze niemieckich rewizjonistów demonstrował światu całemu, że w sprawach współpracy z Zachodnimi Niemcami, w sprawach granicy na Odrze i Nysie, Polacy nie są zgodni”, była w całej rozciągłości jednym wielkim kłamstwem i szalbierstwem, gdyż nikt w środowisku wychodźczym, o takowym projekcie w ogóle nie słyszał, a tym bardziej nie zgodziłby się pod nim podpisać. Bregman był „głęboko przeświadczony”, iż autorstwa tej broszury nie można przypisać nikomu z przedstawicieli emigracji politycznej, a jej pokaźny nakład i rozesłanie do dużej liczby odbiorców, choć „dla zatarcia śladów wysyłka nastąpiła z różnych urzędów pocztowych”, potwierdzały, że było to przedsięwzięcie kosztowne, które dla celów propagandowych mogły przeprowadzić jedynie władze reżymowe. Takie konkluzje zaświadczał również sam cel napisania tej książeczki, który sprowadzał się do „siania dywersji wśród emigracji, dyskredytowania znanych polityków i publicystów” oraz „dostarczenia rzekomych argumentów” autorom pokroju Koźniewskiego. Zaś wydrukowanie jej w Londynie – sercu polskiej emigracji, miało skonfundować i zdezorientować społeczeństwo w kraju, przekonując, iż wydawnictwo to było sygnowane przez uchodźców. W ostatecznej konstatacji Bregman stwierdzał – „miejmy nadzieję, że tak na emigracji, jak i w Polsce nikt się nie da w błąd wprowadzić. Rzecz jest szyta zbyt grubymi nićmi. I zbyt czerwonymi!” (Bregman, Special program, b.d., s. 2-3).

  1. Telewizja

Kwestia sprecyzowania korelacji między polityką a światem mediów oraz ich prawidłowego dookreślenia, była podnoszona przez Bregmana także w odniesieniu do telewizji. W marcu 1963 r. w programie telewizyjnym BBC, pokazano wywiad z byłym francuskim premierem Bidault – głównym oponentem prezydenta de Gaull’a, w efekcie czego – jak twierdził Downing Street, ucierpiały stosunki francusko-brytyjskie. Owo wystąpienie i emisja programu podzieliły brytyjską opinię publiczną, gdyż były premier nie pokazał się „z najlepszej strony”, a „nawet się ośmieszył, porównując siebie do Churchilla z 1940 r., a swą obecną działalność przeciw de Gaull’owi z ruchem oporu przeciw hitlerowcom”. Zasadnicza kwestia dotyczyła tego, czy rząd nie powinien wstrzymać tej transmisji. Bregman (1963, 9 marca, s. 2) dostrzegając polaryzację zdań w tej kwestii, konstatował równocześnie, iż dominujący był następujący pogląd: „BBC jest instytucją niezależną i ma prawo robić wywiady z ludźmi, o których jest głośno. Rząd nie ma prawa zakazać tego, ale w interesie dobrych stosunków z Francją mógł wywrzeć nacisk, aby tego wywiadu nie nadawać”.

W latach 60. brytyjskie radio i telewizja kończyły nadawanie programu przed północą, jednak w maju 1963 r. „miliony ludzi jeszcze po północy siedziało przy telewizorach i radioodbiornikach, aby móc osobiście brać udział w wielkiej przygodzie majora Coopera”. Dzięki nowym zdobyczom technologicznym mieszkańcy Albionu zostali „niemalże przeniesieni do Cape Canaveral” i za pośrednictwem stacji przekaźnikowej „widzieli – co prawda nieliczne – fragmenty oszałamiającego widowiska i słyszeli sprawozdania ze wspaniałego zakończenia lotu Gordona Cooper’a”. Bregman (1963, 18 maja, s. 1) pełen euforii zaznaczał, że „przeżycie to było bardziej słuchowe, niż wzrokowe, ale było wielkie!”

Brytyjska telewizja percypowana była przez A. Bregmana w kategoriach bastionu niezależności i rzetelności dziennikarskiej. Zaświadczał o tym choćby sposób i forma prezentacji przebiegu dorocznego zjazdu Labour Party, który w 1963 r. odbywał się w miejscowości Scarborough. Faktem jest, iż cała opinia publiczna i społeczeństwo chciały znać jego przebieg, gdyż jak podawały sondaże, istniała realna szansa, że po dwunastu latach socjaliści mieli znów szansę na przejęcie władzy. Ponieważ w tym „demokratycznym kraju telewizja służyła w równej mierze rządowi, jak i opozycji, (dlatego – przyp. A. T.) miliony Brytyjczyków mogły śledzić dzień po dniu obrady, tak jakby siedziały na galerii sali kongresowej!” – wspominał autor Kalejdoskopu. Również liderzy partii mając świadomość, iż obrady będzie oglądać większość społeczeństwa, starali się je przygotować, w taki sposób, ażeby wizerunek Labour Party był możliwie najlepszy. Przede wszystkim w porównaniu z poprzednim zjazdem, nie było „żadnych zgrzytów, żadnej demagogii”, a dominował „optymizm i pewność zwycięstwa, wszelkie pozory jedności”. Władze partii przedsięwzięły również konkretne zabiegi socjotechniczne, polegające m.in. na tym, że demagodzy z lewego skrzydła nie mieli pola do popisu i nie było żadnej debaty, czy żadnej uchwały, która mogłaby odstraszyć takich, czy innych wyborców”, którzy obserwowali zjazd za pośrednictwem telewizji (Bregman, 1963, 5 października, s. 1).

Potwierdzeniem przestrzegania obiektywizmu przez brytyjską telewizję było także podjęcie decyzji o wstrzymaniu emisji satyrycznego programu, cieszącego się ogromną oglądalnością, ze względu na przyjęcie tezy, iż w czasie wyborczym, „satyra polityczna nie może zachować idealnej równowagi w wykpiwaniu zarówno polityki partii rządzącej, jaki i opozycji”, dlatego w tym kraju „opozycja ma wszystkie, te same prawa, co rząd!” – tłumaczył Bregman (1963, 16 listopada, s. 1).

Postęp w dziedzinie techniki i cywilizacji w kontekście rozwoju telewizji, zmuszał brytyjskich widzów do głębszej refleksji, albowiem z jednej strony mogli oni „śledzić (…) w napięciu przygody amerykańskich kosmonautów”, ale jednocześnie z trwogą czytali statystyki, które podawały, iż w okresie „Zielonych Świąt (…) 84 osoby zapłaciły życiem za postęp techniki, ginąc w wypadkach drogowych” (Bregman, 1965, 12 czerwca, s. 1).

Oprócz dosłownych cytatów, odniesień i ocen dotyczących telewizji, Bregman przygotował co najmniej dwie audycje, w których analizował wyłącznie tę problematykę. Pierwsza z nich została wyemitowana 9 marca 1965 r. i nosiła tytuł Telewizja a technika rządów demokratycznych. W latach 60. XX w. do dziejowego lamusa należało odłożyć wady demokracji, znane z wieków wcześniejszych, takie jak: „anonimowość, oderwanie funkcji rządzenia od masy obywateli”, etc. oraz techniki „załatwiania spraw i postanowień o sprawach in camera w gabinetach ministrów i szefów partii politycznych, względnie w kuluarach parlamentu”. Wówczas ogół obywateli nie tylko posiadał wiedzę na temat osób sprawujących władzę, ale również mógł ich posłuchać i zobaczyć. Dzięki przekazowi telewizyjnemu, rudymentarne zasady i wartości demokracji, mogły po wielu wiekach powrócić do swych praźródeł i analogicznie, jak to miało miejsce w starożytnych polis, umożliwić każdemu obywatelowi „bezpośredni kontakt i tym samym kontrolę nad poczynaniami tych ludzi, którym powierzył rządy”. Bregman (1965, 9 marca, s. 1) dostrzegał w tym zjawisku zarówno pozytywne, jak i negatywne aspekty. Otóż dzięki przekazowi wizualnemu polityk mógł zyskać poparcie, ale przede wszystkim popularność, dzięki osobowości medialnej, choć niekoniecznie ze względu na program, doświadczenie, czy propagowane koncepcje polityczne. Kolejnym mankamentem było również odejście i zarzucenie starorzymskich korzeni szkoły oratorstwa wśród polityków, albowiem od czasów Imperium do połowy lat 60. XX w., to głównie predyspozycje erystyczne decydowały o przebiegu kariery polityka, natomiast współcześnie częstokroć „nie występ w parlamencie, lecz występ przed telewizją zdawał się być ważniejszy; nie retoryka, lecz zdolności aktorskie decydować mogły o powodzeniu”. A zatem automatycznie nasuwało się pytanie: czy rzeczywiście „korzyści płynące z przybliżania funkcji rządowej” przez telewizję, równoważyły jej pejoratywne skutki oddziaływania na społeczeństwo? Zagadnienie to na antenie Radia Wolnej Europy, próbowali zanalizować Aleksander Bregman, Adam Ciołkosz i dr Tadeusz Bornholtz.

Z wypowiedzi zaproszonych gości wypływały następujące implikacje. Telewizja bezsprzecznie stawała się głównym źródłem informacji dla społeczeństwa, aczkolwiek nie jedynym, gdyż nadal prasa, radio, czy interpersonalny kontakt polityków z wyborcami, choć traciły na znaczeniu, wcale nie musiały zostać całkowicie zastąpione przez przekaz wizualny. Bardzo ważnym było też pytanie o zasięg rzeczywistego zainteresowania widzów kwestiami politycznymi, oraz próba wyważenia relacji pomiędzy osobowością polityka a jego programem, czy ideologią, którą reprezentował. Następną newralgiczną kwestią było dookreślenie tego, czy politycy traktowali wystąpienia telewizyjne w kategoriach taktyki, propagandy, czy też trwałego oddziaływania na obywateli? W krótkim podsumowaniu goście programu dokonali oceny zależności pomiędzy polityką a telewizją w kilku demokratycznych krajach, z którego dobitnie wynikało, iż telewizja angielska była „wzorem bezstronności” i w minimalnym stopniu była kontrolowana przez rządzących; we Francji i we Włoszech było zgoła odmiennie; natomiast w USA, „nasycenie telewizyjne było największe, a użycie jej jako środka propagandy, nie miało właściwie żadnych ograniczeń poza możliwościami finansowymi poszczególnych ugrupowań”. Istotna była także kwestia skutków praktycznych „stawiania (…) funkcji publicznych na cenzurowanym przy pomocy telewizji”, np. w kwestii „odpowiedzialności za słowa i obietnice”. Wreszcie należało ocenić również samych dziennikarzy, ich przygotowanie zawodowe, rzetelność, itp., zwłaszcza w aspekcie tworzenia się „pewnego rodzaju dyktatury, lub uprzywilejowania samej maszyny telewizyjnej” (Bregman, 1965, 9 marca, s. 2).

Drugi program w całości odnoszący się do deskrypcji stosunku telewizji i polityki był zatytułowany Telewizja a rewolucja w polityce. Impulsem do jego zrealizowania było określenie emanacji telewizji na przebieg kampanii wyborczych w Wielkiej Brytanii. W latach 60. de facto w każdym angielskim domu korzystano z telewizji, a przez to „telewizja musiała mieć ogromny wpływ i była kapitalnym instrumentem oddziaływania na masy”. Ponownie Bregman starał się zoptymalizować plusy i minusy, płynące z tego faktu. Pierwszym stwierdzeniem przychodzącym na myśl autorowi Kalejdoskopu było przekonanie, że zarówno w Anglii, jak i Stanach Zjednoczonych „nikt nie obawiał się wykorzystania telewizji, tak samo zresztą, jak i radia przez partię rządzącą”. Zarówno państwowa BBC, jak i telewizja komercyjna, prosperująca głównie dzięki wpływom z reklam, nie musiały nadawać swoich programów z myślą o „uprzywilejowaniu rządu”. Obóz rządzący i opozycja miały do dyspozycji taką samą ilość czasu antenowego, a dziennikarze „przestrzegali zasad bezstronności”. Jedynie liberałowie czasami zgłaszali pretensje, że są zbyt mało eksponowani w mediach. Generalnie tzw. „bilans rewolucji telewizyjnej był niewątpliwie dodatni” – oceniał Bregman (Telewizyjna rewolucja w polityce, b. d., s. 1). Dostęp do telewizji przyczynił się do „lepszego poznania polityków i ich poglądów” przez społeczeństwo i symultanicznie umożliwił zaznajomienie się szerokich mas z żywotnymi problemami kraju. Mimo tego, wiele spraw nadal wymagało nadal uregulowania i wyjaśnienia.

Brytyjska opinia publiczna w latach 60. żywo interesowała się kontrowersyjną sprawą nadawania w telewizji debat parlamentarnych. Historia parlamentaryzmu angielskiego, udowadniała, że tradycjonalistyczni deputowani od setek lat stronili i unikali upowszechniania szerszemu odbiorcy tajników dysput sejmowych. Tak było przed trzema wiekami, kiedy jeden z posłów za publikację swych przemówień znalazł się w więzieniu, a jego książkę spalono. Sto lat później nadal zamieszczanie w prasie sprawozdań z obrad było nielegalne i zabronione. Wydawało się, że wraz z nastaniem XIX w., wolne media zatriumfują, albowiem wówczas „stworzono galerię dla sprawozdawców parlamentarnych”. Jednakże aż do końca lat 60. XX w. w Izbie Gmin i Lordów nie można było używać mikrofonów, aparatów fotograficznych i kamer filmowych. Zatem propozycja transmitowania obrad przez telewizję wywołała głęboką konsternację wśród polityków. Swoich obaw nie kryli też analitycy, przewidując, iż w niedługim czasie Parlament może przestać być „forum, a przekształci się w scenę”. Inni krytycy nowych rozwiązań sądzili, że telewizja może zaszkodzić wizerunkowi parlamentu, np. poprzez pokazywanie „widoku ziewających posłów”, czy zakłócanie porządku obrad. Jednakowoż takie głosy były nie tylko odosobnione, ale i zupełnie nieuzasadnione (Bregman, Telewizyjna rewolucja w polityce, b. d., s. 2).

Pewne zastrzeżenia i wątpliwości budziły też kwestie natury technicznej, albowiem oczywiście w tamtych czasach, niemożliwe było nadawanie całego „przebiegu posiedzeń, (…) trwających dzień w dzień prawie osiem godzin”. Należało zatem dokonać selekcji materiału, ale tu pojawiał się problem obiektywnego ich wyboru i doboru. W przypadku prasy drukowanej taki problem nie istniał, gdyż w zależności od potrzeb, dziennikarze poświęcali więcej uwagi temu, bądź innemu posłowi, natomiast w telewizji „byłoby to niedopuszczalne”, aczkolwiek skoro dylemat ten udało się pozytywnie rozwiązać w radiu, podobnie powinno stać się z telewizją – zapewniał Bregman (Telewizyjna rewolucja w polityce, b. d., s. 2-3). Z kolei adherenci wprowadzenia kamer telewizyjnych do Parlamentu, przekonywali iż taki krok jest nieunikniony, choćby ze względu na to, że zakaz nadawania z budynków sejmowych, ciekawych i ważnych dyskusji, powodował sytuację, że do dziennikarzy oczekujących na zewnątrz, posłowie po prostu „wybiegali, aby komentować swoje wypowiedzi”.

Jeszcze większe zainteresowanie wzbudzała „rola telewizji w kampanii wyborczej”. Politycy, dziennikarze i społeczeństwo wyraźnie zostali spolaryzowani w kwestii przeprowadzenia debat telewizyjnych pomiędzy premierem Douglas-Home’m a liderem opozycji Wilsonem. Bregman przypominał słynny telewizyjny pojedynek Kennedy’ego z Nixonem, ale równocześnie zaznaczał, iż kolejna amerykańska debata między prezydentem Johnsonem a przywódcą republikanów nie była jeszcze pewna. O ile w przypadku Stanów Zjednoczonych, ten medialny pojedynek pozostawał sprawą otwartą, to na wyspach było niemal pewne, iż do tego typu spotkania nie dojdzie. Proste dostosowanie wzorów amerykańskich do angielskich, wydawało się niemożliwe, choćby ze względu na to, że Amerykanie głosowali na prezydenta, zaś Anglicy na partię, która ma sprawować władzę. Mimo tego, iż Brytyjczycy współdecydowali o tym, kto zostanie premierem, to w rzeczywistości „walka toczyła się między kandydatami w każdym z 630 okręgów wyborczych”. Ówczesny premier doceniał i eksplorował najnowszy ten środek komunikacji społecznej, tym niemniej koncepcję „serii pojedynków telewizyjnych” absolutnie odrzucał, uzasadniając swoją decyzję twierdzeniem, że realna walka polityczna, nie powinna stać się „rodzajem konkursu popularności”, w którym „przywódcą (…) zostanie (…) najlepszy aktor, grający najlepiej napisaną rolę”. Chociaż ostateczna decyzja nie została jeszcze podjęta, to powszechnie sądzono, że odbędzie się tylko jedna telewizyjna debata między premierem i przywódcą opozycji, oraz ewentualnie druga, w której obaj spotkają się z liderem liberałów. Konserwatyści lansowali też projekt cyklu debat telewizyjnych między rządem, a gabinetem cieniów. W tym przypadku, propozycja nie była zbyt korzystna dla opozycji, gdyż naturalnie ministrowie „lepiej znali swoją dziedzinę”, niźli kandydaci opozycji na ich miejsca. Politycy dostrzegali zalety i wady coraz większej ingerencji mediów w politykę, gdyż np. w USA debaty telewizyjne zwiększyły zainteresowanie społeczeństwa wyborami o 12 proc, ale obawiano się, że jeśli – jak to bywało w przeszłości – w okresie kampanii „normalne programy polityczne zostaną w okresie wyborczym zawieszone i widzowie będą musieli słuchać tylko przemówień polityków, to zainteresowanie mas może się zmniejszyć” (Bregman, Telewizyjna rewolucja w polityce, b. d., s. 3-4).

  1. Opinia społeczna

Bregman zauważał pewne dyferencje pomiędzy tym, czym zajmowały się media, dbające o ambitnego odbiorcę, a tym co interesowało ogół społeczeństwa. Kiedy na początku marca 1961 r. część środków masowego przekazu analizowała problematykę afrykańską (sytuacja w Kongo i Rodezji oraz obrady premierów Common Wealth’u, poświęcone polityce apartheidu w RPA), przeciętnego Brytyjczyka absorbowały bardziej „zaręczyny i przygotowania do ślubu (…) księcia Kentu”, gdyż w Anglii „wszystko co dotyczyło królewskiego rodu zawsze było ulubionym tematem prasy i społeczeństwa…” (Bregman, 1961, 11 marca, s. 1-2). Z drugiej strony, w czerwcu każdego roku praktycznie wszyscy Anglicy z uwagą śledzili najsłynniejszy wyścig konny świata – Derby, to „nie zapominali (oni – przyp. A. T.) choćby na chwilę o wszystkich sprawach – dużych i małych – zaciemniających horyzont polityczny, zwłaszcza międzynarodowy” (Bregman, 1961, 3 czerwca, s. 1).

Dosyć wyraźny dysonans pomiędzy zainteresowaniami i problematyką, która nurtowała kręgi polityczne Wielkiej Brytanii oraz środki masowego przekazu, a tym na czym skupiała się uwaga przeciętnego mieszkańca wysp, był dostrzegalny niejednokrotnie. Jaskrawym tego przykładem była konferencja przywódców Common Wealth’u, poświęcona tak istotnej kwestii, jaką była polityka rasowa w RPA i południowej Rodezji. Politycy i dziennikarze z uwagą śledzili jej przebieg, natomiast „człowiek z ulicy nie przejmował się zbytnio jej (Wspólnoty – przyp. A. T.) losem i nawet gdyby się zawaliła, czego zresztą pomimo wszystkich konfliktów i starć nie oczekuje się, to żałoba nie byłaby wielka” – puentował Bregman (1964, 11 grudnia, s. 1).

Pomimo tego, że obywatele Wielkiej Brytanii żywo interesowali się życiem rodziny królewskiej, a w 1962 r. minęła dekada od wstąpienia na tron królowej Elżbiety II, to ich charakter i usposobienie nie pozwalały na jakieś „dionizyjskie uniesienia”, wielkie manifestacje, „ostentacyjne hołdy”, czy uroczyste akademie. Oczywiście w prasie pojawiały się „okolicznościowe artykuły (…)”, aczkolwiek „na próżno szukałoby się w nich oznak bałwochwalstwa” – konstatował Bregman (1962, 10 lutego, s. 1).

Grudzień 1961 r. obfitował w wiele ważnych wydarzeń m.in.: niepokoje w Kongo, Indiach, Nowej Gwinei, Berlinie, kryzys w łonie ONZ, proces wytoczony przez związki zawodowe władzom, w wyniku którego Whitehall musiał zrezygnować z polityki zamrożenia płac. Tym niemniej Bregman (1961, 3 grudnia, s. 2) mówił z pewną dozą przekory, iż Anglicy przygotowując się do świąt „na pewno cieszą się, że przez dwa dni nie będzie gazet i można będzie zapomnieć o wszystkich kryzysach, jakie przyniósł rok 1961!”

Społeczeństwo brytyjskie w przypadku najważniejszych wydarzeń politycznych o znaczeniu międzynarodowym odsuwało na dalszy plan sprawy akcydentalne. Tak było np. w przypadku oczekiwania na przemówienie prezydenta Kennedy’ego w kwestii problemu kubańskiego, które brytyjskie radio transmitowało bezpośrednio z Białego Domu. Wówczas „wszyscy w napięciu czekali na północ, aby dowiedzieć się wobec jakiego nowego kryzysu świat stoi”. Od momentu blokady wyspy, sytuacja na Kubie stała się „głównym tematem rozmów, prasowych rozważań, specjalnych dyskusji w telewizji”. Chociaż wszystkie media zgodnie twierdziły, iż było to najpoważniejsze przesilenie w dotychczasowych dziejach zimnej wojny, jednakże w społeczeństwie brytyjskim, „nie można (było – przyp. A. T.) zauważyć żadnych objawów paniki, czy nawet wyjątkowego podniecenia”. Natomiast cała opinia publiczna wydawała się być wysoce „zaskoczona”, przede wszystkim w odniesieniu do faktu, iż Kreml posunął się tak daleko w prowokacji wymierzonej przeciwko Waszyngtonowi (Bregman, 1962, 24 października, s. 1).

Pomiędzy mediami angielskimi a oczekiwaniami społecznymi, zachodziło sprzężenie zwrotne, albowiem z jednej strony dziennikarze kształtowali opinię i gusta odbiorców, a z drugiej wielokrotnie w artykułach, czy programach radiowych i telewizyjnych pojawiała się tematyka, która interesowała „przeciętnego obywatela”. Na początku lipca 1963 r. mass media donosiły o „skandalach i aferach szpiegowskich”, lecz kiedy społeczeństwo z dużym zaniepokojeniem obserwowało demonstrację młodzieży, o proweniencji komunistycznej, anarchistycznej i pacyfistycznej, wymierzonej przeciw wizycie greckiej pary królewskiej, problematyka ta trafiła na pierwsze strony gazet i była szeroko komentowana i omawiana w całej prasie (Bregman, 1963, 13 lipca, s. 1).

Od lat 60. w Wielkiej Brytanii wzrastała rola ośrodków badania opinii publicznej, które dla różnych mediów przeprowadzały badania. W lipcu 1962 r. ankieterzy pytali Anglików o ocenę polityki i osoby premiera MacMillana. Sondaż ten wypadł niepomyślnie dla szefa rządu (Bregman, 1962, 28 lipca, s. 2). Jeszcze w tym samym roku, w związku z jego decyzjami odnośnie akcesji Wielkiej Brytanii do struktur integrującej się Europy, kolejne ankiety instytutów badania opinii wskazywały wzrost poparcia dla rządzącej partii konserwatywnej, symultanicznie ujawniając regresję wcześniejszego „rezonansu liberałów” i skomplikowane położenie Partii Pracy. Na początku stycznia 1963 r., kiedy MacMillan rozpoczął siódmy rok urzędowania, nastroje społeczne ponownie nie sprzyjały ani jemu samemu ani jego rządowi, albowiem większość respondentów, pytanych przez ankieterów, zdecydowanie twierdziła, iż swój głos wyborczy odda na Partię Pracy (Bregman, 1963, 12 stycznia, s. 1). W kolejnych miesiącach, pomimo śmierci lidera socjalistów Gaitskell’a prognozy wyborcze i opinie społeczeństwa nie uległy poważniejszym zmiano (Bregman, 1963, 2 lutego, s. 2).

Odbywający się w październiku 1963 r. zjazd Partii Pracy, który transmitowała telewizja i był on przygotowany w taki sposób, ażeby widzowie odnieśli możliwie najlepsze wrażenie z jego przebiegu oraz aby wytworzono obraz partii, jako „umiarkowanej i myślącej realistycznie” (co zresztą w znacznym stopniu udało się osiągnąć), niestety nie przyczynił się do wzrostu popularności socjalistów, a ponadto jak podawały najnowsze wyniki badań socjologów, „przewaga socjalistów spadła z siedemnastu do jedenastu procent”. Z wielu względów taka reakcja społeczeństwa wydawała się być niezrozumiała, zwłaszcza że po zjeździe nawet „giełda zareagowała zwyżką akcji: City mniej się widać bał rządów socjalistycznych!” – konkludował Bregman (1963, 5 października, s. 2). W następnym miesiącu przewaga Partii Pracy ponownie nieznacznie wzrosła (1963, 16 listopada, s. 2), by na początku lutego 1964 r. zanotować „nowy, pokaźny wzrost wpływów” (1964, 8 lutego, s. 2). W maju tego roku Instytut Gallupa wskazywał, że jeśli poparcie dla Labour Party, utrzyma na tym samym poziomie, co głosy oddane na nich w wyborach samorządowych, wówczas w wyborach parlamentarnych partia ta uzyska ponad 80 mandatów więcej niż konserwatyści w Izbie Gmin. Dlatego społeczeństwo „z tym większym zainteresowaniem oczekiwało wyborów uzupełniających” do niższej Izby Parlamentu w czterech okręgach, które stanowić miały „ostatnią próbę generalną przed wyborami powszechnymi” – komentował Bregman (1964, 9 maja, s. 2).

Sytuacja zmieniła się diametralnie na początku października 1964 r. Wcześniej poszczególne ośrodki badania opinii, przedstawiały niejednokrotnie zupełnie odmienne prognozy i wyniki, natomiast w tym miesiącu – po raz pierwszy od dłuższego czasu – „trzy główne instytuty zapowiadały wygraną konserwatystów, przy czym wedle jednego z nich większość konserwatywna w nowej Izbie, mogłaby wynosić aż 80 mandatów”. Taka niespodziewana transpozycja nastawienia społeczeństwa, znalazła odzwierciedlenie w zakładach bukmacherskich, gdzie gracze coraz rzadziej typowali zwycięstwo Labour Pracy, oraz na giełdzie londyńskiej, która zareagowała na ewentualną wygraną konserwatystów, „zwyżką kursów akcji przemysłu stalowego”, który w przypadku zwycięstwa socjalistów, zostałby zapewne upaństwowiony (Bregman, 1964, 3 października, s. 1). Jak pokazała przyszłość, mimo tego że badania opinii publicznej, doskonale ukazywały nastroje społeczne, to rzeczywistość polityczna rządziła się własnymi prawami, dlatego też mimo nienajlepszych notowań, Partia Pracy po dwunastu latach ponownie w 1964 r. przejęła w Wielkiej Brytanii władzę (Bregman, 1965, 2 stycznia, s. 1).

Bezpośrednio po objęciu urzędu premiera przez Wilsona i kilku jego niefortunnych posunięciach, „kredyt zaufania społecznego” dla nowego rządu znacząco się zmniejszył, ale wiosną 1965 r., ponownie udało się odbudować pozytywny wizerunek socjalistów w społeczeństwie. Nowe wyniki sondaży potwierdzały rosnące poparcie dla decyzji i polityki Wilsona. Bregman przekazywał swoim słuchaczom ciekawe spostrzeżenie, odnośnie percepcji osoby nowego premiera przez Brytyjczyków i mówił, że „im bardziej jego realistyczna polityka denerwuje lewe skrzydło partii, tym bardziej jest on popularny w masach”. Poza tym pojawiały się sugestie, że wraz z uzyskiwaniem poparcia społecznego, potwierdzanego przez wyniki ankiet, Wilson będzie skłonny podjąć decyzję o wcześniejszych wyborach. Bregman twierdził peremptorycznie, iż taki krok zapewne nie zostanie podjęty, gdyż jego pozycja nie była jeszcze na tyle „ugruntowana”, aby podjąć tak wielkie ryzyko. W tym samym miesiącu ankieterzy pytali Anglików także o ich ocenę polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych, szczególnie w kontekście wydarzeń w Wietnamie. 17% proc. respondentów uznało ją za „zbyt mocną”, ale taki sam odsetek badanych twierdził, iż „nie jest ona jeszcze dosyć stanowcza”. Z kolei 36 proc. opowiadało się za jej kontynuowaniem w ówczesnej formie (Bregman, 1965, 13 kwietnia, s. 1-2).

Przewidywania Bregmana dotyczące terminu rozpisania nowych wyborów okazały się całkowicie trafne, albowiem w przeciągu niecałego kwartału, sytuacja polityczna uległa głębokim permutacjom. Kilka tygodni wcześniej – w przypadku nowych wyborów – socjaliści zwiększyliby swoje wpływy i wzmocnili pozycję, zaś już w czerwcu, prawdopodobnie nie byliby nawet w stanie utrzymać wcześniejszego status quo (Bregman, 1965, 12 czerwca, s. 2). Badanie Instytutu Gallupa, przeprowadzone w ostatnich dniach lipca, wypadało jeszcze mniej korzystnie dla rządu Wilsona, wskazując na zdecydowaną przewagę konserwatystów, zwłaszcza w związku z utratą przez socjalistów „popularności wśród robotników, rozczarowanych zwyżką płac. A na masach robotniczych w pierwszym rzędzie (poparcie dla Labour Party – przyp. A. T.) się opierało” (Bregman, 1965, 31 lipca, s. 2). Późną jesienią 1965 r. socjaliści ponownie odzyskiwali poparcie społeczeństwa i w wypadku ewentualnych wyborów mogli liczyć na zwycięstwo i utrzymanie się przy władzy, tym niemniej Bregman (1965, 20 listopada, s. 2) suponował, że „Wilson uczyni wszystko, aby wybory opóźnić do roku przyszłego w nadziei, że odzyska popularność”. W ostatnim miesiącu 1965 r. zarówno prasa, społeczeństwo, jak i sami politycy zadawali sobie pytanie odnośnie terminu nowych wyborów. Premier zapewniał w owym czasie, iż najpierw musi zrealizować swój program wyborczy, a dopiero później będzie „zabiegał o nowy mandat – nie wcześniej (jednak – przyp. A. T.), niż na jesieni”. Jednak część obserwatorów była zdania, że premier „może zostać zmuszony do przyspieszenia wyborów”. Położenie Labour Party komplikował fakt, iż sondaże wskazywały, że mogła ona podówczas „liczyć nawet na zwiększenie swego stanu posiadania, ale za parę miesięcy sytuacja raczej się pogorszy, niż polepszy” (Bregman, 1965, 18 grudnia, s. 1).

Na początku stycznia 1964 r. instytuty badania opinii publicznej pytały respondentów o to, jakie mają oni oczekiwania i przewidywania odnośnie rozpoczynającego się roku. Wyniki ujawniły, iż po raz pierwszy od siedmiu lat społeczeństwo patrzyło optymistycznie w przyszłość i większość wierzyła w poprawę sytuacji osobistej, a dwukrotnie więcej osób niż przed rokiem sądziło, iż będzie to rok progresji gospodarczej oraz zmniejszenia bezrobocia i implementowania planu pełnego zatrudnienia. Poza tym duży odsetek pytanych „oczekiwał pokoju w przemyśle, to znaczy braku strajków”, a także złagodzenia napięcia w stosunkach międzynarodowych. Obywatele obawiali się wyłącznie – zupełnie racjonalnie – wzrostu cen. Jako ciekawostkę można uznać obietnicę Brytyjczyków, że będą oni spędzać mniej czasu na oglądaniu telewizji (Bregman, 1964, 4 stycznia, s. 1).

Oprócz cotygodniowych danych w kwestii preferencji wyborczych, obywatele Królestwa znali również na bieżąco „oficjalne statystyki ilości pieniędzy w obiegu”, mimo że już wtedy płacono głównie czekami. Jednak w okresie przedświątecznym, w grudniu 1963 r., „ludzie podejmowali tyle gotówki ze swoich kont, czy książeczek oszczędnościowych, że ilość banknotów w obiegu, pobiła wszelkie rekordy” – zauważał Bregman (1963, 21 grudnia, s. 2). W tym okresie rząd mógł też poszczycić się zwiększeniem produkcji w wielu dziedzinach przemysłu, wzrostem zarobków i podniesieniem nakładów na oświatę, służbę zdrowia, obronność, opiekę społeczną i in., ale przy jednoczesnym szeregu podwyżek.

Podkreślić należy także, że wyniki sondaży były na wyspach traktowane bardzo poważnie przez polityków, nawet do tego stopnia, że pod ich wpływem partie zmieniały nie tylko taktykę, ale również strategię, czy programy wyborcze. Tak było na przykład w połowie 1964 r., gdy konserwatyści, przetransponowali swoje główne wytyczne programowe. Obserwując „różne ankiety instytutów badania opinii publicznej, doszli do wniosku, że społeczeństwo znacznie bardziej interesuje się warunkami życia, cenami utrzymania, budownictwem domów, niż polityką międzynarodową”, dlatego te właśnie kwestie zostały uznane za priorytetowe (Bregman, 1964, 1 sierpnia, s. 2). Z drugiej jednak strony, badania ośrodków opinii publicznej i poglądy obywateli weryfikowała rzeczywistość. Kiedy w sierpniu 1965 r. miały odbyć się wybory uzupełniające do jednego z okręgów, a sondaże wskazywały na spadek popularności rządzących socjalistów, Bregman (1965, 28 sierpnia, s. 1) podkreślał, iż to właśnie realne wyniki wyborów są „bardziej miarodajne, niż ankiety”.

Wiosną 1966 r. prasa, politycy i bukmacherzy zaczynali żyć wyborami, jednak z obserwacji Bregmna wynikało, że „tym razem społeczeństwo nie przeżywało jeszcze dreszczyków emocji”. Wpływał na to m.in. fakt, iż od ostatnich wyborów minęło dopiero siedemnaście miesięcy i obywatele „nie byli złaknieni udania się na nowo do urn” oraz brak czynnika rywalizacji, gdyż przewaga socjalistów zdawała się być miażdżąca. Bregman, który rozmawiał z dwoma posłami na ten temat, ewokował, że deputowany Labour Party, stwierdził z pewnością, iż jego partia „zdobędzie większość 80 mandatów”, zaś konserwatysta próbował przekonywać, iż to właśnie jego partia zwycięży, jednakże „w jego głosie nie wyczuwało się przekonania”. Również ankiety najważniejszych ośrodków badania opinii potwierdzały dominację socjalistów, zwłaszcza że „od czasów wojny żadna partia nie miała na cztery tygodnie przed wyborami takiej przewagi”. Oczywiście nie zawsze wyniki ankiet przekładały się na realne wyniki glosowania i choć najczęściej „margines błędu był bardzo mały”, to np. w wyborach w 1965 r. w Kanadzie i RFN, wyniki zupełnie odbiegły od wcześniejszych przewidywań (Bregman, 1966, 5 marca, s. 2).

  1. Podsumowanie

Zachowane archiwalne stenogramy z audycji Kalejdoskop, ukazują Radio Wolna Europa jako doniosły głos polski w wolnym świecie, który docierał do rodaków zniewolonych przez reżym komunistyczny i dzięki któremu możliwe było demaskowanie oszczerstw i oskarżeń, kierowanych pod adresem emigracji. W kontekście medioznawczym, materiały te są świadectwem rozwoju współczesnych środków komunikacji masowej w latach 60. XX w. Komparatystyczne przedstawienie wyraźnie potwierdza tendencje spadkowe znaczenia słowa drukowanego w mediach, na rzecz wzrostu wpływów radia i telewizji na opinię i światopogląd społeczeństwa. Z drugiej strony interferencje mediów audiowizualnych, nie odsuwały całkowicie roli gazet i czasopism, szczególnie w aspekcie problematyki politycznej. Poważne przemiany obserwować można było także wewnątrz poszczególnych mass mediów. Wreszcie programy Aleksandra Bregmana służyć mogą, jako doskonały materiał porównawczy, potwierdzający różnorakie i różnorodne korelacje zachodzące między światem polityki, mediami, a społeczeństwem.

Ilustracja: Antique Radio Dial by nuttakit  / FreeDigitalPhotos.net ID-10038322

Title: Media, politics and society in the Kaleidoscope – Aleksander Bregman broadcast on Radio Free Europe

Summary: The overall aim of the article was to complement and closure of research conducted by the author on issues of program A. Bregman, issued in the 60s twentieth century in Radio Free Europe. In practice, it was analysis of the content of individual programs for specific media, while systematizing the subject area, which – from the perspective of Polish refugees – should, or could be interested compatriots in the country. Almost automatically survey shows personality journalistic independence and the workshop itself Bregman – the form in some circles controversial, but certainly an unusual and probably still underrated by both media experts and political scientists.

Keywords: media history in the twentieth and twenty-first centur, II Great Polish Emigration, Aleksander Bregman, Radio Free Europe.

Bibliografia

  • Bregman, A. (1961 – 1966): Kalejdoskop. Zbiór maszynopisów (archiwum autora artykułu).
  • Habielski, R. (1999): Życie społeczne i kulturalne emigracji. t. III. Druga Wielka Emigracja 1945-1990. Warszawa: Więź.
  • Klimaszewski, B., Nowakowski, E. R. i Wyskiela, W. (red.) (1992): Mały słownik pisarzy polskich na obczyźnie. Warszawa: INTERPRESS.
  • Trudzik, A. (2003): Rola i znaczenie londyńskiej Trybuny (1945-1955). w: Zeszyty Prasoznawcze 3-4, s. 147 – 196.
  • Trudzik, A. (2010): Między Wspólnym Rynkiem a Wspólnotą Brytyjską – Wielka Brytania w Kalejdoskopie emitowanym na falach RWE (1960-66). w: Studia Europaea Gnesnensia 1-2, s. 95 – 117.
  • Trudzik, A. (w druku): Czym żyła brytyjska opinia publiczna w latach 1960-65 w komentarzach A. Bregmana na falach Radia Wolnej Europy.

dr Artur Trudzik

Adiunkt w Zakładzie Mediów i Komunikacji, Instytutu Polonistyki i Kulturoznawstwa Uniwersytetu Szczecińskiego. Członek 5. towarzystw naukowych. Autor blisko 50 artykułów naukowych. Uczestnik 5. kongresów i 28. konferencji naukowych; zwycięzca konkursu na najlepszą rozprawę doktorską z zakresu medioznawstwa i komunikacji społecznej, zorganizowanego przez Studia Medioznawcze oraz Instytut Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Główne zainteresowania badawcze: dziennikarstwo muzyczne (in statu nascendi), II Wielka Emigracja, w tym myśl społeczno-polityczna i dzieje mediów wychodźczych; historia polskich mediów w XX i XXI w. Najważniejsze publikacje: Polski Ruch Wolnościowy Niepodległość i Demokracja i jego organ prasowy - Trybuna; Dzieje Ruchu, periodyku i innych czasopism wydawanych przez Polski Ruch Wolnościowy Niepodległość i Demokracja (Neriton, Warszawa 2009); Myśl społeczno-polityczna Polskiego Ruchu Wolnościowego Niepodległość i Demokracja w latach 1945-1955 (Neriton, Warszawa 2010); Tylko Rock. Monografia miesięcznika (w druku); Tylko Rock – perspektywa źródłowo-metodologiczna (w druku).

About dr Artur Trudzik

Adiunkt w Zakładzie Mediów i Komunikacji, Instytutu Polonistyki i Kulturoznawstwa Uniwersytetu Szczecińskiego. Członek 5. towarzystw naukowych. Autor blisko 50 artykułów naukowych. Uczestnik 5. kongresów i 28. konferencji naukowych; zwycięzca konkursu na najlepszą rozprawę doktorską z zakresu medioznawstwa i komunikacji społecznej, zorganizowanego przez Studia Medioznawcze oraz Instytut Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Główne zainteresowania badawcze: dziennikarstwo muzyczne (in statu nascendi), II Wielka Emigracja, w tym myśl społeczno-polityczna i dzieje mediów wychodźczych; historia polskich mediów w XX i XXI w. Najważniejsze publikacje: Polski Ruch Wolnościowy Niepodległość i Demokracja i jego organ prasowy - Trybuna; Dzieje Ruchu, periodyku i innych czasopism wydawanych przez Polski Ruch Wolnościowy Niepodległość i Demokracja (Neriton, Warszawa 2009); Myśl społeczno-polityczna Polskiego Ruchu Wolnościowego Niepodległość i Demokracja w latach 1945-1955 (Neriton, Warszawa 2010); Tylko Rock. Monografia miesięcznika (w druku); Tylko Rock – perspektywa źródłowo-metodologiczna (w druku).

Post Navigation

Analytic Code